W sobotni wieczór, 20 września odbyła się w Potoku projekcja filmu Francisa Lawrence’a pt.: “Jestem legendą” (I am legend), na podstawie powieści Richarda Mathesona pod tym samym tytułem. W roli głównej – Will Smith (jako Robert Neville).
Rok 2009: powstaje doskonałe panaceum na raka – zmodyfikowany wirus odry, który powoduje prawie 100% wyleczalność. Wirus jednak zaczyna wymykać się spod kontroli i atakuje wszystkich ludzi. Gdy dociera do Nowego Jorku, mieszkańcy muszą szybko opuścić miasto. Neville jest odpowiedzialny za tę akcję.
Rok 2012: skwer Waszyngtona, Times Square zarośnięte trawą wysokości 2 metrów. Nie ma ani jednego człowieka. Słychać ptaki oraz odgłosy zbliżającego się jelenia, który posłuży głównemu bohaterowi (on jako jedyny był odporny na wirusa w czasie pandemii) oraz jego psu za pożywienie. Neville dalej poczuwa się do odpowiedzialności za “strefę zero” – mimo beznadziejnej sytuacji, każdego dnia w południe wysyła przez radio wiadomość do wszystkich, którzy mogliby go usłyszeć. Nocą jednak wychodzą z ukrycia mutanty, które czyhają na jego życie… Neville ma u siebie laboratorium i próbuje za wszelką cenę znaleźć dla nich antidotum.
Film niezwykle pobudza wyobraźnię. Trudno wyobrazić sobie życie codzienne człowieka, który jest w ogóle pozbawiony relacji z innymi ludźmi. Czy taki człowiek może być jeszcze osobą (skoro – jak każdy – potrzebuje do funkcjonowania innych ludzi)? Mimo trzech lat przeżytych w całkowitej samotności, bohater nie pozwala sobie na zgorzknienie (albo – z drugiej strony – na kompletne zezwierzęcenie, skoro mógłby sobie wziąć dosłownie każdy z porzuconych samochodów albo wprowadzić się do dowolnego mieszkania). Stara się żyć dalej jak normalny przedstawiciel społeczności i wykazywać elementarne cnoty ludzkie. Widzimy go wstającego punktualnie rano (zaobserwowałem tu zjawisko, które może umknęło wielu widzom, a które nazwałbym idealną chwilą bohaterską – otóż Neville najpierw otwiera oczy, a potem słyszy budzik i w tym samym momencie wstaje). Codziennie o tej samej porze udaje się do wypożyczalni video, oddając obejrzany, a wypożyczając kolejny film. Wyjątkiem jest fakt przywłaszczenia wielu wartościowych obrazów z muzeum, które widzimy na ścianach jego mieszkania (np. oryginałów van Gogha). Jednak moim zdaniem zasługuje na pochwałę jego chęć odnalezienia ucieczki od okrutnego i opustoszałego świata w bliższym obcowaniu ze sztuką.
Film posiada dwa zakończenia, które przedstawiają na różne sposoby dalsze funkcjonowanie głównego bohatera. Ale obydwa przynoszą jakąś nadzieję. Uważam, że film jest godny rekomendacji – zwłaszcza jeśli chodzi o połączenie weekendowego rozluźnienia w efektownej oprawie z refleksją nad człowieczeństwem w tak ekstremalnych warunkach.


5 komentarzy
wrzesień 25, 2008 o 8:46 am
A zwróciliście uwagę, że sprzęt, który Robert Neville alias Will Smith używa do pracy naukowej i komunikacji to macintosh-e. Mac Pro do analiz danych, MacBook Pro w czasie wyprawy do miasta, miniaturowa kamera iSight w laboratorium przy okularach.
Co prawda poza krótką scenką w zaciemnieniu nie mieliśmy wglądu w szczegóły życia codziennego ludzi zainfekowanych wirusem, ale jestem całkowicie przekonany – a logika scenariusza wręcz tego wymaga, że zombie używały PC-tów.
wrzesień 25, 2008 o 6:03 pm
Ludzie z Headquarters z Manhattanu opowiadali, że kilka przecznic zamknęli do nakręcenia filmu i faktycznie śmiesznie to nie wyglądało. Kiedy w końcu zaczniemy robić takie filmy w Polsce?
wrzesień 26, 2008 o 7:04 am
Ponieważ w Polsce nie ma Nowego Jorku, a w Warszawie nie wiedziałem żadnych zombies!
wrzesień 26, 2008 o 7:09 am
To prawda! widziałem jak jeden zombie miał pod ręką jakiegoś Dell’a, w dodatku z Vistą.
Prawdopodobnie “oni” byli tacy wściekli za to, że Willy Smith nie umiał zainstalować Linuksa na ich laptopach. Odważę się na stwierdzenie, że przyczyną całego tego kryzysu i bałaganu były komputery z Windowsem, który zaczął się mutować. Cała jego złośliwość i niezawodność przeszła na wirusy i bakterie!
listopad 19, 2008 o 8:52 am
bardzo dobry komentarz na temat filmu, thank you!